Pan Ambasador na pytanie jak najlepiej dostać się do Japonii odpowiadał krótko i treściwie: “Jedne wakacje pracujesz w następne wylatujesz…”.
Nazywano nas wtedy uchi deshi i zgodnie z wielowiekową tradycją pracowaliśmy na rzecz naszego dojo. Rano trening Aikido, po śniadaniu malowanie okien, następnie wspólny posiłek, przekopywanie ogródka i po kolacji nauka Kyudo. Drobne prace remontowe przy naszej sali treningowej, były formą zapłaty za możliwość szkolenia się u najlepszych mistrzów w Warszawie.
Kilka lat później, gdy przechadzałem się przez ulice Dublina w poszukiwaniu pracy (nie koniecznie na zmywaku) zobaczyłem plakat. W największej księgarni odbywał się właśnie wieczorek mangowy i gdy chciałem ustąpić miejsca pewnej blond dziewczynie, ta od razu rozpoznała mój polski akcent. Zuza jest dziś na japonistyce w Manchesterze, a od października swe studia kontynuuje w Tokyo.

Opublikował/a NMX 




